Harley Davidson V rod Custom test

Zawsze wydawało mi się, że Harley Davidson to motocykl dla osobników niezrównoważonych psychicznie. No bo jaki normalny człowiek płaciłby krocie za logo z orzełkiem, etos 100 letniej historii firmy i temu podobne pierdoły. W przekonaniu takim utwierdziłem się dodatkowo po przejażdżce leciwym Softailem, w trakcie której dwie śrubki z pokrywy sprzęgła postanowiły samowolnie oddalić się z wycieczki i miejsce ich pobytu do dzisiaj nie jest znane. Pomyślałem – przecież można kupić japończyka, wprawdzie bez tej całej mitologii, ale za to dopracowanego pod względem technicznym.

Jak się jednak okazało, po spotkaniu z V rodem musiałem radykalnie zweryfikować moją opinię o Harleyach i wyższości Japonii nad USA.

V rod zwany jest przez ortodoksyjnych wyznawców religii HD – „wyrodkiem”, bo po 100 latach firma zrobiła olbrzymią niespodziankę i pokazała nowoczesnego cruisera, w dodatku z pierwszym w historii firmy silnikiem chłodzonym cieczą.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Motocykl został wykonywany przy zastosowaniu najnowszych technologii. Rama jest wykonana ze specjalnej wysokogatunkowej stali tłoczonej pod ciśnieniem w komorach próżniowych. Silnik nazwany, jakże by inaczej, „Revolution” skonstruowany został we współpracy z firmą Porsche, w technice czterozaworowej i na pełnym wtrysku paliwa. Ma pojemność skokową 1130 ccm i moc nominalną 115 KM.

Ale dość o specyfikacji, bo takich danych pełno w sieci. Przejdźmy do V roda, którego mogłem przetestować.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

„Wyrodek” w wersji fabrycznej nigdy nie robił na mnie oszałamiającego wrażenia. Ot, motocykl jak motocykl, wprawdzie bardzo ładny i szpanerski, ale żeby zaraz takie WOW? Że co, że Harley? W dodatku taki niski i długi, bo blisko 2,5 metra, a ja zawsze lubiłem motocykle klasyczne i bliżej mi było do stylu Cafe racerów niż do klimatów Easy Rider. W dodatku w wersjach z początku produkcji niezbyt podobały mi się pełne, odlewane felgi wyglądające jak pokrywki z jakichś kotłów i fabryczny wydech, który mógłby posłużyć do wykonania pięknych organów dla niejednej prowincjonalnej parafii.

Nic dziwnego, że większość właścicieli V rodów prędzej czy później zabiera się za mniejsze lub większe modyfikacje wizualne. Choć to często jest sporym wyzwaniem finansowym, bo akcesoria do Harley Davidson kosztują naprawdę słono. Ale co z tego. Nie czarujmy się, motocykl to nie jest w PL narzędziem pracy, środkiem transportu, pojazdem do odwożenia dzieci do szkoły, czy innych użytkowych przeznaczeń, o których przekonujemy nasze matki, dziewczyny i żony, aby zgodziły się na zakup wymarzonego sprzętu. To zabawka dla dorosłych chłopców, a zabawka służy przecież do tego, aby się nią bawić i wydawać na nią zaskórniaki.

W V-rodzie, którego oglądacie, właściciel przede wszystkim wyrzucił nijakie felgi i założył piękne tuningowe felgi z trzema ażurowymi szprychami, za ponad 3500 $. Zmieniono lakierowanie i na obudowie filtra powietrza udającej zbiornik paliwa znalazł się klasyczny „Harleyowski” motyw czerwono-pomarańczowych płomieni. Zamontowano dużą chromowaną lampę bardziej pasującą do stylistyki amerykańskiego motocykla, niż płaski reflektor proponowany przez fabrykę. Manetki z chromowanymi elementami to detal, ale przecież diabeł tkwi w szczegółach. V rod jest niski i kierowca zajmuje typową dla cruiserów pozycję za kierownicą z rękami na szerokiej kierownicy i podnóżkami wysuniętymi do przodu. W naszym V-rodzie zmieniono OEM-owe siodełko na Wille G seat, zaprojektowane przez wnuka jednego z założycieli firmy. No i oczywiście założono przepiękny wydech Supertrapp V5 2:1, ale o nim muszę napisać osobno.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl
fot. manproject.pl
fot. manproject.pl
fot. manproject.pl
fot. manproject.pl
fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Już jest lepiej niż w oryginale, ale kiedy oglądałem testowanego V roda na zdjęciach dalej nie wiedziałem co ma być w nim takiego szczególnego. Zacząłem rozumieć kiedy go odpaliłem, a wszystko stało się jasne kiedy wrzuciłem jedynkę i puściłem sprzęgło.

Pozycja za kierownicą jest niska. Siodełko kierowcy jest głęboko wyprofilowane i zapewnia podparcie tej części ciała, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Głęboko wykrojone siodło nie jest jak się okazuje wyłącznie fanaberia jego twórcy, ale ma bardzo praktyczne zastosowanie. Oparcie dla pleców jest wręcz nieodzowne, bo moc V roda, a raczej moment obrotowy ponad 100 Nm, powoduje, że bez podparcia, po gwałtownym odkręceniu manetki, nasz tyłek wylądowałby natychmiast na tylnym błotniku. Firma Harley Davidson podaje, że ta wersja V roda osiąga przyspieszenie d 0 do 100 km/h w 3,4 sekundy. Na papierze wygląda to dobrze, a jakie odczucia są w rzeczywistości?

V rod przyspiesza jak lokomotywa z podtlenkiem azotu i jeżeli będziecie podróżowali z pasażerką, nie zapomnijcie przypomnieć jej przed startem „trzymaj się mocno” bo w przeciwnym razie po energicznym starcie zostanie pusty zadupek. Tym bardziej, że siodełko pasażera Wille G Davidson jest siodełkiem symbolicznym i nie posiada stosownego oparcia dla pupy Waszej Pani.

Za to kiedy Pani wciśnie się jednak za nasze plecy i będzie się trzymała naprawdę mocno, to po każdym gwałtowniejszym odkręceniu manetki gazu będziecie słyszeć za uchem jej piski. Pod warunkiem oczywiście, że usłyszycie coś pomimo ryku wydechu Supertrapp V5 2:1.

Trudno się rozpisywać nad dźwiękiem wydechu, bo w tym zakresie są różne gusta, ale każdy się raczej zgodzi z tym, że do stylu cruisera pasuje niskie basowe bulgotanie wydobywające się z tłumików. W tym przypadku nie jest inaczej, ale tu nie jest to grzeczne bulgotanie jakie czasami słyszycie z japońskiego cruisera, ale wściekły bulgot, na dźwięk którego kury przestają znosić jajka, a ojcowie sprawdzają, czy nieletnie córki są dobrze zamknięte. Zresztą sami posłuchajcie:

Skrzynia biegów. Jedynka, wiadomo, wchodzi standardowo z lekkim łupnięciem, a potem zmiana biegów przebiega naprawdę precyzyjnie w każdą stronę. Musze przyznać, że charakterystyka zmiany biegów pasuje do „wyrodka” idealnie. Hydrauliczne sprzęgło również pracuje świetnie, z wyczuciem. Podobnie wygląda sytuacja z hamulcami. W takim modelu jak V-Rod, który może być  wykorzystywany do sportowej jazdy, potrzebna jest odpowiednia siła i skuteczność układu hamulcowego. Dlatego V rod nie tylko lepiej przyspiesza od wszystkich pozostałych Harleyów, ale też szybciej się zatrzymuje.

Napisałem, że może być wykorzystywany do sportowej jazdy bo to jest właśnie największa niespodzianka jaką sprawia V rod. Pomimo wyglądu typowego cruisera prowadzi się go naprawdę łatwo i świetnie radzi sobie w zakrętach. Na pewno jego żywiołem nie jest tor i stawanie w szranki ze szlifierkami, ale naprawdę daje radę na krętych drogach. W dodatku można go zachipować i jeszcze bardziej podkręcić osiągi, a wtedy w starcie ze świateł zmierzy się z nami chyba tylko Hayabusa. Dzięki ogromnym możliwościom silnika i jego wytrzymałości, V rody są przerabiane i wykorzystywane do wyścigów drag racing.

Ale chyba najlepszym zastosowaniem „cywilnym” V roda jest robienie wrażenia na otoczeniu i to mu się naprawdę udaje. Istnieje urban legend, że na dziewczynach motocykle robią większe wrażenie niż samochody. Ja tam nie wiem, nie znam się, ja mam żonę, ale po serii eksperymentów zaryzykuje tezę, że … w tym przypadku mit został potwierdzony.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Podsumowując, V rod był dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo to wilk w skórze cruisera. Teraz już rozumiem, dlaczego dobrowolnie można sobie kazać wytatuować logo jakiejś firmy, w tym przypadku Harley Davidson, na różnych członkach ciała.