Pistolet Bonda z immobilizerem

Firma Armatix specjalizuje się w produkcji różnego rodzaju zabezpieczeń do broni, w celu ochrony przed użyciem przez niepowołane osoby.

Opracowała również Armatix Smart System, który ma być przełomem w dziedzinie bezpieczeństwa obsługi broni.

Elektronika opanowała już praktycznie wszystkie aspekty życia. Nowoczesne technologie są już powszechne w motoryzacji, medycynie, telekomunikacji i robotyce. Ułatwiają życie i służą zwiększeniu bezpieczeństwa i użytkowników. Zdaniem Armatix już tylko w przypadku broni nadal stosowane są archaiczne systemy bezpieczeństwa, które zostały wynalezione kilkaset lat temu.

Inteligentny System Armatix to koncepcja bezpieczeństwa pistoletu przyszłości. W przypadku konwencjonalnych pistoletów, broń jest zabezpieczona mechanicznym bezpiecznikiem, który manualnie musimy przestawić w inne położenie i zablokować, albo odblokować.

fot. materiały producenta
fot. materiały producenta

System Armatix tradycyjnego bezpiecznika nie posiada. Składa się z zegarka-nadajnika, który za pomocą fal radiowych zapewnia połączenie z bronią. Inteligentny system pozwala pistoletowi strzelać tylko wtedy, gdy znajduje się w zasięgu tego zegarka. Jak podaje producent odległość musi być mniejsza niż 10 cali czyli około 25 cm. Jeśli broń straci kontakt radiowy z zegarkiem np. jeśli zostanie wytrącona z ręki strzelca lub skradziona, itp. – automatycznie się wyłącza.

fot. materiały producenta
fot. materiały producenta

Czyli ten system działa podobnie jak smartkey w samochodzie.

Oprócz bezpieczeństwa zegarek może być podłączony do różnych aplikacji i dzięki temu system na przykład może zostać wykorzystany do obliczenia zużycia amunicji.

fot. materiały producenta
fot. materiały producenta

Armatix na pewno przesuwa kwestię bezpieczeństwa pistoletu do 21 wieku. Tylko czy dają gwarancję na baterie do tego zegarka?

Hultafors HVK test

Orange finka czyli test noża Hultafors HVK.

Szukając noża, który przydałby mi się w trakcie łażenia po lesie, zastrugania patyka na kiełbasę na ognisko i różnych prac warsztatowych, przegrzebałem różne strony i fora pasjonatów aby uzyskać oświecenie : ) w materii – The Best Knives.

Odkryłem, że według forumowych guru najlepszy jest, co do zasady nóż który, … jest własnością autora wpisu lub też, tenże autor zamierza go w najbliższym czasie opylić z antycypowanym zyskiem. Względnie polecane są noże, których ceny pozostają w sferze fantazji finansowych i nie tylko finansowych. Jako, że ja o nożach nie fantazjuję i nie mam natręctwa, żeby wymienić kilka stówek na kilkanaście centymetrów stali, choćby to nawet była damascenka, postanowiłem, w kwestii noża, poszukać jakiegoś kompromisu pomiędzy jakością, a ceną.

Aha, zapomniałem dodać, że nie szukałem składanego noża tylko full tang. Tak więc, po wyeliminowaniu metodą selekcji naturalnej KA-BAR ów, noży typu Rambo i szturmowych Wundermesser Bundeswehry, przypadkowo wpadł mi w oko niepozorny Hultafors HVK, a to głównie za sprawą zajzajernego, pomarańczowego koloru rączki. Hmm, może też z sentymentu do ZHP, bo Hultafors HVK wygląda podobnie do klasycznej finki harcerskiej (KLIK. Tu włączamy retrospekcję z czasów dzieciństwa ; ).

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Sentymenty, sentymentami, ale nie ma co ukrywać, że głównym argumentem, który przesądził o zakupie Hultafors HVK była jego cena. Za nóż zapłaciłem bowiem całe 24 zł (z dostawą!). Było to rok temu, ale widzę, że obecnie ceny za bardzo się nie zmieniły i taki nóż można, bez problemu, dostać do 30 zł.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Napisałem, że Hultafors HVK jest niepozorny ponieważ to dość mały nożyk, bo 21 cm długości to mało. Hmmm, generalnie to „stosunkowo” nie mało, ale w przypadku noża to raczej niewiele, szczególnie, że długość klingi wynosi 93 mm, czyli tyle co w przeciętnym scyzoryku.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Ale ostrze zastosowane w Hultafors HVH nie jest scyzorykowe. Jest wykonane ze stali węglowej hartowanej do 58-60 hcr i według producenta wytwarzane w Japonii. Ma szerokość 19 mm i aż 2,5 mm grubości. Zastosowano szlif scandi o wysokości 7 mm. Ostrze jest wykonane dość topornie. Widać ślady szlifowania i może razić brak wykończenia na grzbiecie klingi, chociaż podobno jest już fabrycznie szlifowane kilku stopniowo, z końcowym gładzeniem na tarczy skórzanej. Widoczne są także pozostałości po wytłaczaniu lub kuciu.

Mnie to absolutnie nie przeszkadza. To nie jest ozdobny kordzik tylko nóż roboczy i nawet fajnie że jest taki surowy. Można się przecież pobawić i samodzielnie go wyszlifować, jeśli nie mamy akurat nic innego do roboty i nam się nudzi.

Rękojeść jest, jak można zauważyć, pomarańczowa. Jest też bardzo wygodna z mini gardą osłaniającą palce. Właściwie, to kolor rękojeści jest jedną z największych zalet noża, bo dzięki temu, że jest tak kontrastowa względem otoczenia nie spędzimy pół dnia na poszukiwaniach jeżeli Hultafors HVK gdzieś nam przez przypadek wypadnie.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Pochwa jest wykonana z mocnego i wytrzymałego plastiku. Fakt, ładna to ona nie jest, ale kiedy chowamy nóż zaskakuje pewnie w blokadzie pochwy i nie ma obawy o jego zgubienie.

Zastosowano rozwiązanie umożliwiające zawieszanie pochwy na guziku kurtki czy kombinezonu bez obawy odczepienia się.

Bez dalszych dywagacji na temat wyglądu i parametrów, moje subiektywne zdanie na jego temat jest takie:

Hultafors HVK to porządny nóż do typowych zastosowań użytkowych. Ale co znaczy użytkowych? To znaczy, że ostrze jest na tyle grube, że bez problemu można go używać do różnych prac z drewnem, począwszy od ścinania gałązek po rozłupywanie mniejszych polan na ognisko. Nóż to wytrzyma. Naprawdę! Ostrze jest tak grube, że możemy go nawet używać jako klina do rozłupywania małych polan. Oczywiście z rozsądkiem, bo klinga jest ze stali węglowej, czyli może się złamać łatwiej niż nierdzewka. Spróbowałem także ścinania wkrętów i podkuwania betonu z zastosowaniem starożytnej techniki walenia młotkiem po rękojeści. Też dał radę.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Nieco później po przeprowadzeniu własnych eksperymentów znalazłem w sieci filmy dokumentujące naprawdę ekstremalne testy tego noża, które dowodzą jego świetnej jakości i naprawdę zaskakującej wytrzymałości.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Żeby jednak, te plusy nie przysłoniły nam minusów, trzeba stwierdzić, że Hultafors HVK nie jest zbyt przyjazny w typowych pracach kuchennych. W tym przypadku grubość ostrza działa na niekorzyść. Mizerna długość klingi w kuchni nie pomaga, a jelec po prostu przeszkadza. Optymalnym zadaniem kulinarnym będzie zatem dla Hultaforsa HVK nacięcie kiełbasy na ognisko czy rozbicie jajek na jajecznicę.

Ponieważ w obrębie moich umiejętności kulinarnych znajduje się niewiele więcej ponad przygotowanie rzeczonej jajecznicy, a zdecydowanie częściej występuje w roli kucharza opiekając coś na otwartym ogniu, ten nóż jest dla mnie optymalny.

Dzięki pomarańczowej rączce szybko można go znaleźć w lesie czy na łące, a jak się stępi to węglowe ostrze naostrzymy o pierwszy lepszy kamień.

Dodatkowym bonusem, jak się okazało później, jest to, że Hultafors HVK doskonale pasuje do kieszonki na nóż w moich spodniach flecktarn Bundeswehr.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Innowacyjna maska Easybreath firmy Tribord

Maska Easybreath firmy Tribord ma pozwolić na oddychanie pod wodą tak samo łatwo i naturalnie jak na lądzie.

fot. materiały producenta
fot. materiały producenta

Kiedy sobie przypomnę moją naukę nurkowania z maska i rurką, to rzeczywiście, początkowo trudno jest przezwyciężyć naturalne odruchy i oddychać wyłącznie ustami przez fajkę. Jeśli się już nauczymy, nie sprawia to wprawdzie żadnego problemu, ale na pewno jest wiele osób, które nie chcą się stresować i tracić czasu na naukę, bo od razu pragną podziwiać rafę i kolorowe morskie stwory.

fot. materiały producenta
fot. materiały producenta

Według tego co możemy wyczytać na stronie producenta Tribord, maska Easybreath ma zatem w pierwszym rzędzie wyeliminować trudności w oddychaniu pod wodą z fajki i ma stać się rozwiązaniem dla osób, którym klasyczna maska do nurkowania i rurka sprawiają problemy. Ma też być bardziej higieniczna niż klasyczne rozwiązania bo nie pakujemy do ust kawałka wymemłanej niejednokrotnie gumy. Maska jest full-face, czyli osłania całą twarz. Oddychamy zarówno ustami i nosem poprzez system kanałów z podwójnym systemem przepływu powietrza. Fajnie, ale z drugiej strony, wielkość maski, szczególnie w czasie pakowania walizki do samolotu może jednak trochę przeszkadzać.

Jej niewątpliwą zaletą jest jednak na pewno to, że zapewnia użytkownikowi szerokie pole widzenia, bo wizjer rzeczywiście jest bardzo duży i nie ma ramek, jak w klasycznej masce z płaską szybką. No i górny zawór dry-top zapobiegający wlewaniu się wody przez rurkę podczas zanurzenia.

Maska wygląda kosmicznie i mam nadzieję, że równie kosmicznie jest wykonana, bo zapewnienie uszczelnienia maski na takiej powierzchni, przy bardzo różnych twarzach na pewno może stanowić problem. Choć, z drugiej strony w klasycznej masce woda, jeśli już pojawią się przecieki gromadzi się bezpośrednio pod oczami, a w Easybreath powinna spływać na sam dół maski.

fot. materiały producenta
fot. materiały producenta

A propos przecieków, mam nadzieję, że Easybreath posiada dolny zawór opróżniający ją z tej wody, podobny do tych stosowanych w dobrych fajkach do nurkowania, bo to naprawdę świetny patent. Chyba, że w tej masce nie jest potrzebny?

Nie będę zgadywał. W każdym bądź razie, nie mogę się już doczekać, kiedy Easybreath będzie w sklepach i można będzie ją przetestować.

Top Gear test McLaren P1

McLaren P1, testowany niedawno przez Top Gear, to najnowszy supercar, a tak naprawdę już chyba hipercar?

Zbudowany na bazie prototypu MP4-12C, głównie z wykorzystaniem aluminium i włókna węglowego, co pozwoliło uzyskać masę tylko 1300 kg. Silnik v8 o pojemności 3,8 litra produkuje 910 KM i moment obrotowy 900 Nm, rozpędza samochód od 0 do 100 km/h w ciągu 2,8 sekundy (czyli wynik motocykla), do 200 km/h w 6,8 sekundy, a do 300 w 16,5 (czyli na poziomie miejskiego kompaktu).

fot. materiały McLaren Automotive
fot. materiały McLaren Automotive 
fot. materiały McLaren Automotive
fot. materiały McLaren Automotive

Te liczby robią wrażenie, ale mnie i tak najbardziej podoba się projekt nadwozia. Ten tył jest niesamowity.

fot. materiały McLaren Automotive
fot. materiały McLaren Automotive

McLaren P1 zatrzymuje się z prędkości 100 km/h na dystansie 30,2 m i 116 m z 200 km/h. Chyba trzeba już zacząć budować sobie replikę, bo będzie dostępny naprawdę dla niewielu. Firma wyprodukuje go w 375 egzemplarzach, a cena? Od 1,2 mln dolarów.