Test Harley Davidson Softail Slim S

Harley Davidson Softail Slim® oparty jest konstrukcyjnie na Fat Boy’u. Softail Slim® S, z kolei od standardowego Softail Slim’a różni oprócz dodatkowej literki jedna drobnostka ; ) – czarny silnik Screamin’ Eagle® Twin Cam 110B™ o pojemności zwiększonej do 1801 cm3. Dzięki uprzejmości Dragon Harley Davidson Kraków miałem możliwość i ogromną frajdę przetestować tego blisko dwulitrowego potwora, w dodatku, w najpiękniejszym, moim zdaniem, oliwkowo-czarnym wariancie kolorystycznym.

HD Softail Slim S manproject.pl_1

Koń, a w tym przypadku Harley, jaki jest każdy widzi. Więc nie będę się zbytnio rozwodził nad wyglądem Super Slim’a – bo chyba jest dość oczywiste, dla każdego kto choć trochę interesuje się motocyklami, że zamysłem projektantów było nawiązanie do archetypu amerykańskiego bobbera – amatorskich projektów opartych na wyciąganych z demobilu WLA.

źródło Keith Nisbet Photography
źródło Keith Nisbet Photography

Mamy zatem przycięte błotniki, kolor, jakże by inaczej Olive Gold Denim z klasycznymi motywami militarnymi US Army), czarną ramkę reflektora, czarne golenie widelca, czarne lusterka i czarny wydech typu „shotgun” z dwoma skośnie ściętymi tłumikami umieszczonymi jeden nad drugim. Generalnie, czarno, matowo i …… zaje…. ście! Pomysł marketingowy, żeby nawiązać do czasów II wojny światowej jest naprawdę świetny!

HD Softail Slim S manproject.pl_2

HD Softail Slim S manproject.pl_3

Ale zaprawdę szatańską koncepcją ; ) jest w tym przypadku skonfigurowanie nieco archaicznego nawiązania stylistycznego z największym silnikiem Screamin’ Eagle® Twin Cam 110B™. Co najciekawsze, jak wyczytałem, te silniki do tej pory dostępne były wyłącznie w ręcznie składanych i dużo droższych modelach z programu Custom Vehicle Operations (CVO).

HD Softail Slim S manproject.pl_5

HD Softail Slim S manproject.pl_4

Ten silnik jest naprawdę niesamowity. Nie jest istotne ile ma koni mechanicznych, choć to najbardziej  zaintrygowało Pana Pompiarza na stacji benzynowej. Tu liczy się moment obrotowy – Softail Slim® S ma aż 149 Nm!!!!! Nie podejmuję się nawet próby opisywania jego pracy. Cokolwiek bym starał się wymyślić, zawsze będzie zbyt oklepane i trywialne. Myślę, że Screamin’ Eagle® Twin Cam 110B™ powinno się pokazywać w szkołach, żeby pokazywać o co chodzi w silniku spalinowym. Tu naprawdę można poczuć każdą detonacje paliwa w tych wielkich, blisko litrowych cylindrach. Coś pięknego!

Po otwarciu przepustnicy przyrost mocy jest natychmiastowy i jeśli chcemy może być bardzo agresywny. Nie musimy go wcale wykręcać go na wysokie obroty do max momentu. Wystarczy już zbliżyć się do 2000 obr/min, żeby już wyrywało ręce ze stawów. Wielka pojemność i duży skok tłoka powodują, że Softail Slim® S jest niesamowicie elastyczny. Wyprzedzanie, bez redukcji biegu, to naprawdę żaden problem. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że sześciobiegowa skrzynia jest fanaberią i zbytkiem, bo nie trzeba wachlować biegami ani w trasie, ani w ruchu miejskim, żeby się płynnie przemieszczać. Jeżeli mielibyście fantazję toczyć się na szóstce, to też jest to wykonalne. Nie będzie słychać żeby silnik zbytnio się męczył. W końcu to amerykańska filozofia pojazdów określanych jako „muscle” – duża pojemność i ogromny moment. Mnie zawsze, w tym kontekście, przypomina się eksperyment Clarcsona w Top Gear – start i rozpędzanie Chevroleta Corvette Z06 z piatego biegu. Jeśli macie trochę czasu to polecam obejrzeć. Swoją drogą ciekawe jak by taki test przeszedł ten Softail Slim® S 😉

Jeśli już jesteśmy przy mieszaniu skrzynią biegów to uważam, że mechanizm pracuje rewelacyjnie. Bardzo precyzyjnie, żadnego problemu z wyborem biegu, czy znalezieniu luzu. Po prostu bajka!

Kierownica jest optymalnie dobrana do stylu motocykla. Szeroka, wygodnie wygięta i jeszcze ta poprzeczka. Jedynym mankamentem, jak dla mnie, są manetki. Powinny mieć większą średnicę. Ale to chyba standard przy OEM-owych gripach.

HD Softail Slim S manproject.pl_6

Nie do końca przypadła do gustu konfiguracja podestów z siedzeniem na tej wysokości. Trochę musiałem pogimnastykować lewą nogę. Ale to też chyba kwestia gabarytów i wyregulowania dźwigni biegów.

HD Softail Slim S manproject.pl_12

Siedzenie jest wprawdzie piękne, z przeszyciami i w miarę wygodne, ale raczej na krótkie trasy. Na pewno przydałoby się jakieś podparcie dolnej części pleców. Chociaż rozumiem też, że wygląd wymuszony był kompromisem, wygody z nie zaburzoną sylwetka bobbera. Tak, czy inaczej, przy moim wzroście wolałbym coś wyższego, może na sprężynach np. w stylu siodła Harley’a Cross Bones. Ale to już kwestia gustu. A może po prostu to ja jestem dziwny, bo zawsze wymieniam oryginalne siodło na jakieś aftermarketowe ;-P

HD Softail Slim S manproject.pl_14

Czytałem w jakimś teście, że hamulce są takie sobie. Ja się z tym nie zgadzam. Przecież z przodu jest wielka tarcza z czterotłoczkowym zaciskiem, a siłę hamowania można dozować dwoma paluszkami. Tył też sobie radzi. W dodatku mamy do pomocy ABS. Jak dla mnie jest bardzo dobrze i całkowicie adekwatnie do konfiguracji i przeznaczenia Softail Slim®’a S.

HD Softail Slim S manproject.pl_8

Jak opisać wrażenia z prowadzenia i zachowania układu jezdnego. Motocykl prowadzi się bardzo stabilnie i pewnie. W końcu to sprawdzona konstrukcja Softail tylko udająca sztywna ramę.

Softail Slim® S lekko zmienia kierunek i zaskakująco dobrze prowadzi się w zakrętach. Zaskakująco, bo w ramie jest wielki ciężki silnik i w końcu waży aż 321 kg. Ale jednocześnie ma bardzo nisko położony środek ciężkości. Oczywiście za ostro nie da się wejść w łuk, bo podesty umieszczone są naprawdę nisko i na pewno jeśli przesadzimy z przechyłem nie unikniemy krzesania iskier. Piszę na pewno, bo ja nie przeginałem. Mnie było szkoda takiej świeżynki ; ) Zastanawiałem się jak opony o jednak dość wysokim profilu będą sobie radzić w trasie. W trakcie jazdy z prędkościami autostradowymi nie ma odczucia żadnego bujania, czego się trochę obawiałem. Choć wiadomo, że bez modyfikacji, typowym turystykiem to on raczej nie jest, a komfortowo bez szyby podróżuje się z prędkościami 120 / 130 km/h. Ktoś, w jakimś teście, napisał, że zawieszenie dobija przy przejeżdżaniu przez progi. No nie wiem, ja przejeżdżałem przez takie przeszkody i nic takiego nie stwierdziłem. Jeszcze a propos opon –  świetnie spisują się w mieście, a szczególnie podoba mi się jak gładko i bez żadnej nerwowości na kierownicy pokonujemy torowiska tramwajowe wbudowane w jezdnię.

Podoba mi się dźwięk wydechu, ale nie podejmuje się go opisywać bo to zawsze bardzo subiektywne wrażenie. Powinien być jednak chyba trochę głośniejszy, bo zasada Loud Pipes Save Lives 😉 naprawdę się sprawdza, ale cóż rozumiem też, że fabryczny model musi spełniać normy.

Na koniec warto przyjrzeć się detalom. Przepiękna osłona filtra powietrza, wskaźnik poziomu paliwa w lewym korku na zbiorniku, podesty, czy chromowana podpórka boczna.

HD Softail Slim S manproject.pl_11

HD Softail Slin S manproject.pl_15

Żal było się z nim rozstawać i oddać kluczyk. Nawiasem mówiąc, mamy tu system bezkluczykowy, czyli kluczyk wozimy np. w kieszeni kurtki, a zapłon włączamy przekręcając pokrętło na konsoli w zbiorniku w pozycję IGN.

HD Softail Slim S manproject.pl_9

Żałowałem tym bardziej, że trafiła mi się idealna pogoda i warunki drogowe pod koniec listopada – 17°C. Harley Davidson Softail Slim® S to świetny motocykl, dla rozsądnych, myślących ludzi.

Sorry Dragon, trochę Wam go ubrudziłem 😉 ale wydaje mi się, że akurat do Olive Gold Denim trochę błotka nie razi. Szczególnie dobrze się skomponowało z wojskowymi pojazdami w tle.

HD Softail Slim S manproject.pl_10

Powiedz o manproject.pl znajomym

Składak Bridgestone Picnica – prawie jak Harley

Tak, tak, rower Bridgestone Picnica naprawdę ma coś wspólnego z pojazdami spod znaku Harley Davidson. Ale o tym za chwilę.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Ten mały sprytny rower to Picnica ONE TOUCH model OPC-14B. Picnica była produkowana w latach 80 ubiegłego wieku ; ) przez firmę Bridgestone, którą w Europie znamy głownie jako producenta opon i dętek do samochodów i motocykli. Chyba mało kto wie, że Bridgestone, swego czasu, produkowała również oryginalne i nowatorskie technologicznie rowery. Jako, że były one Made in Japan-  to w Europie były i zresztą nadal są egzotyką.

Białym „rowerowym” krukiem jest z pewnością składak Bridgeston Picnica. Jest to według danych dostępnych w internecie pierwszy rower „nowożytnych czasów” napędzany paskiem zębatym. Taki napęd można spotkać głównie w motocyklach – głownie w modelach firmy Harley Davidson. Nawiasem mówiąc napęd paskiem można tez spotkać jako ewenement np. w BMW F650, a BMW przecież z kolei preferuje napęd za pośrednictwem wału kardana. Jeśli już jesteśmy przy napędzie to od razu rodzi się pytanie – Czy napęd paskowy w rowerze jest lepszy od łańcuchowego?

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Nie będę rozważał ZA czy PRZECIW. Na pewno zależy od rodzaju i przeznaczenia roweru. Na podstawie własnych doświadczeń obiektywnie i subiektywnie uznaję, że w przypadku składaka taki napęd jest OPTYMALNY. Składak z założenia użytkuje się trochę inaczej niż „dorosły” rower. Służy raczej do dojazdów na krótkich odcinkach, potem pakujemy go do bagażnika, zabieramy ze sobą do zapchanego tramwaju, czy zanosimy do biura. W przypadku napędu paskiem zębatym mamy pewność, że nie upaćkamy siebie, czy tapicerki samochodu smarem, z którym później będziemy się mordować próbując go wywabić  benzyna ekstrakcyjną lub innym rozpuszczalnikiem.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Napęd Bridgeston Picnica jest innowacyjny nie tylko ze względu na zastosowanie paska. Bardzo nowatorskie było przednie koło pasowe, a właściwie ukryty w nim napinacz paska, który jest zaprojektowany w taki sposób , aby umożliwić pracę przy niskim napięciu w warunkach niewielkiego obciążenia, a jednocześnie przedłużyć żywotność paska i zmniejszyć straty tarcia. Z drugiej strony przy zwiększeniu obciążenia (kiedy staniemy mocniej na korby) ma zwiększyć napięcie aby zapobiec poślizgowi. Niby proste ale nie do końca. System nazywa się system Beltrex. Jeśli bylibyście zainteresowani szczegółami to odsyłam do archiwalnych magazynów Popular Mechanics – April 1987 (dostępne bez problemu w internecie).

Czyli składak ma być łatwy do przenoszenia i przechowywania. Żeby tak było musi być łatwy do złożenia. Chyba mało jest rowerów typu Folding, które składają się tak prosto jak Bridgestone Picnica. Tu naprawdę jest One Touch i po wszystkim. Ściskamy jedna ręką tylne widełki i rower składa się jak „domek z kart” w pionie – z góry na dół. W odróżnieniu do większości znanych nam składaków nie łamie się go na pół i potem składa jak Origami. Tu musi nam wystarczyć złożenie wzdłuż. To sprawia nieco większe problemy np. ze spakowaniem do bagażnika hatchbacka niż np. składaka Dahon. Ale coś za coś. Albo błyskawiczne składanie, albo mniejsze gabaryty po złożeniu.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Głównym problemem inżynierów projektujących składany rower jest pogodzenie założenia łatwości i szybkości składania ze sztywnością konstrukcji i odpornością na różnego rodzaju obciążenia. W przypadku Bridgestone Picnica rama (stalowa), mimo że jej elementów nie trzeba ze sobą skręcać za pomocą różnych śrub i wajch jak w Wigry 3 czy rowerach Dahon, robi wrażenie bardzo solidnie połączonej. Kiedy tylko zrobi się cieplej zamieszczę wam filmik z „Procedurą składania” ; )

Rower jest solidny bo wszystkie elementy są Made in Japan i były wykonane w latach 80 kiedy nie używało się nadmiernej ilości plastiku. Nawet obręcze kół są wykonane ze stali nierdzewnej WOW! Popatrzcie tylko na te detale.

Fot. manproject.pl
Fot. manproject.pl
fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Ale żeby nie było tak super to hamulce są do bani. Raczej zatrzyma nas opór powietrza niż nacisk na klamkę spowalniacza bo nazwanie ich hamulcami to jednak spore nadużycie. Ale z drugiej strony Bridgestone Picnica bez przerzutek z malutkimi kołami nie rozpędzi się do pierwszej kosmicznej wiec można przywyknąć.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

A propos kół, kiedy szukałem opon w Picnicowym rozmiarze (bo szkoda mi zużywać oryginalne opony Bridgeston) usłyszałem od sprzedawcy z dużego sklepu z oponami rowerowymi – „A do czego to ma być? Do roweru? Panie! Przecież takie rowery nie istnieją.”. Panie sprzedawco oznajmiam Panu, że jednak istnieją i mało tego można znaleźć do nich opony, choć przyznam, że trzeba się trochę naszukać.

Jak opisać wrażenia z jazdy? Odczucia są z całą pewnością niepowtarzalne i nieporównywalne z jazdą na żadnym innym rowerze. Trzeba się przyzwyczaić. Na początku czujemy się trochę niestabilnie, ale cóż się dziwić, w końcu rozstaw osi Bridgestone Picnica wynosi trochę ponad metr. Jeśli nie jesteście Japończykiem i macie ponad 150 cm wzrostu będziecie obijać sobie kolana o kierownicę i będziecie wyglądać jak byście jechali na kocie.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Ale po pierwszej przejażdżce po mieście zapomnicie o tych wszystkich niedogodnościach. Bo Picnica nie powinna się nazywać ONE TOUCH tylko jak mówią Amerykańcy HEAD TURNER, albo może lepiej FRIEND MAKER. Możecie mi wierzyć lub nie, ale nie przypominam sobie przejażdżki podczas której nie zostałbym przez kogoś zaczepiony, pozdrowiony kciukiem w górę, czy zapytany gdzie można dostać taki fajny rower.

Szukajcie, a znajdziecie. Bo zaprawdę powiadam Wam, że to naprawdę oryginalna i niepowtarzalna zabawka. Quod erat demonstrandum.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl
Powiedz o manproject.pl znajomym

Triumph Bonnevile Test Legendy

Mam problem jak zacząć ten test, żeby nie wpaść w nadmierną emfazę i nie upodobnić się do innych autorów opisujących Triumpha Bonnevilla. Bo właściwie każdy tekst na temat tego motocykla, który wcześniej czytałem wprost ociekał afektacją i pompatycznością. Legenda, klasyk, arcydzieło etc. Autorom testów wzbudzały się różne członki na widok bryły silnika lub Bonnie stawał się obiektem marzeń sennych. Wystarczy choćby próbka ze strony dystrybutora:

Bonneville … stanowi kwintesencję stylu i indywidualnego charakteru tak samo, jak czterdzieści lat temu. … Bonneville … pozostaje maszyną ponadczasową, mającą sprawiać radość zarówno z jazdy jak i faktu jego posiadania. To pojazd o wyjątkowym charakterze, nie podlegający porównaniom i opierający się przemijającym trendom. To indywidualny motocykl na indywidualny gust. Bonneville … Klasyczny motocykl dla nowego pokolenia.

Źródło: triumph.net.pl

Czy to zasłużone peany?

Jakiś czas temu miałem okazje trochę pojeździć lekko zmodyfikowanym Triumphem Bonneville model 2001 r., więc jeżeli  interesuje Was moje spojrzenie, to zapraszam do lektury.

  • Wstęp słowno-muzyczny : P

Nie ma chyba co rozwodzić się nad sylwetką motocykla. Klasyczna do bólu. Jednym się podoba, innym zdecydowanie nie. „Łee … taka WSK-a, abo JUNAK”, zdarzyło mi się kilka razy usłyszeć od Panów pod sklepem.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

fot. manproject.pl

fot. manproject.pl

Nawiasem mówiąc, trudno się dziwić osobom mniej interesujących się motoryzacją, a pamiętającym jeszcze motocykle z lat 60/70 ubiegłego wieku. W końcu JUNAKA w PRL też wzorowano w jakimś stopniu na klasycznych angielskich motocyklach AJS, BSA, Norton, czy właśnie Triumph.

Mnie taka stylistyka jaka prezentują motocykle „retro bike” jak Bonneville czy Kawasaki w800 baaardzo odpowiada. Wprawdzie nie do końca w wersji fabrycznej, która jest chyba zbyt grzeczna i ułożona. Wolę ostrzejszą stylistykę Cafe Racer jak np. w wersji Thruxton. Ale nie musimy zdawać się na tuning fabryczny, bo Triumph Bonneville jest wprost stworzony do modyfikacji w tym klimacie (Dzięki Bogu, nie pasują do niego skórzane frędzle zwisające z czego się da ; ). Akcesoriów tuningowych i firm zajmujących się modyfikacjami jest cała masa. Wiec jak się dobrze poszuka, to można samodzielnie zmienić, wizualnie nieco nudną wersją podstawową, w naprawdę rasowego Cafe czy Scramblera.

  • Rozwinięcie:

Triumph Bonneville, którego miałem okazję objeździć  był lekko zmodyfikowany optycznie. Piękna kierownica Norman Hyde, akcesoryjne siodło King&Queen – z katalogu British Custom, akcesoryjna szyba, gmole, chromowane pokrywy silnika. Można wiele, wiele, więcej to już zależy od fantazji i portfela.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Tak jak obowiązkowa jest w moim przekonaniu zmiana „aparycji fabrycznej” Bonnevilla, to nie należy nic grzebać przy silniku. W tym przypadku jest to jednostka przedliftowa o pojemności 790 cm3 zasilana gaźnikami.

Od 2006 r. Triumph w modelu Bonneville zaczął montować wtrysk paliwa.

Gaźnik jest na pewno bardziej wymagający w obsłudze i potrafi być kapryśny, ale co za frajda dla ortodoksów opowiadanie kolegom przy piwie np. o tym jak go czyściliśmy albo jak się zapowietrzył : ). Wtrysk jest w zasadzie bezobsługowy. Generalnie, tu trzeba się zgodzić z opiniami, że chłodzony powietrzem twin  o mocy 62 KM  silnik jest naprawdę majstersztykiem stworzonym przez inżynierów  z Hinckley. Moc jest zdecydowanie adekwatna do przeznaczenia Bonneville i jest wystarczająca do sprawnego przemieszczania się solo z pasażerem, czy bagażem.

fot. manproject.pl
fot. manproject.pl

Jeśli chodzi o właściwości trakcyjne – w moim subiektywnym odczuciu Triumph Bonneville prowadzi się zdecydowanie lepiej, kiedy jest dociążony. Jeżeli jedziemy sami momentami dostrzegalna jest pewna nerwowość tyłu. Ale nic strasznego, można to zawsze skorygować ustawieniem amortyzatorów. Układ hamulcowy – po jednej tarczy z przodu i z tyłu, bardzo dobrze daje sobie radę z masą motocykla – na sucho 205 kg.

Ale jeszcze musze napisać o silniku. Najfajniejsze moim zdaniem jest to jak odczuwamy jego pracę. Chodzi o to, że kiedy dotkniemy bloku pracującego silnika wprost „doświadczamy” pracy wszystkich mechanizmów. I pewnie dlatego wielu autorów testów tak się podnieca pisząc o tym modelu Triumpha. Bo nie wiem o co chodzi, ale tu rzeczywiście można zrozumieć co znaczy wyświechtany slogan „motocykl z duszą”. W japończykach tego nie poczujecie. Uwierzcie mi na słowo.

W testowanym Bonneville, którego dzięki uprzejmości przyjaciela mogłem lepiej poznać,  zamontowane zostały tłumiki drag pipe firmy Specialty Spares. Na pierwszy rzut oka to wolny wydech, a tak naprawdę to tłumiki z wkładem. No dobra, nie czarujmy się, wkład jest ale wytłumia raczej symbolicznie. W teście Harleya V roda, który zamieściłem jakiś czas temu CZYTAJ WIĘCEJ pisałem, że z wydechu Supertrapp  wydobywa się wściekły bulgot. W tym przypadku na wolnych obrotach słyszymy charakterystyczną dźwięk rzędowej dwójki, detonacje paliwa w komorach spalania, a po odkręceniu manetki … WOW! Czego bym nie napisał, będzie to nieadekwatne do niesamowitego dźwięku, który wydobywa się z końcówek. Zresztą sami posłuchajcie, najlepiej na słuchawkach.  

No cóż nie każdy to lubi i nie można wykluczyć, że bardziej wrażliwy słuchowo Policjant może się zainteresować europejska homologacją na Specialty Spares (w USA nie przejmują się takimi pierdołami jak TUV-y etc.), ale z drugiej strony ja zawsze uważam, że warto zaryzykować spór z Misiami, bo jednak „Loud Pipes Save Live”.

Osobna sprawa to skrzynia biegów. Dla mnie rewelacja. Chodzi jak zegarek. Nie musimy się męczyć z szukaniem biegu, czy luzu na światłach, jak zdarza się w niektórych motocyklach.  Najlepsza skrzynia z jaką zdarzyło mi się zetknąć.

  • Podsumowanie:

No i co oklepane frazesy charakteryzujące ten motocykl są prawdziwe?

O tak, zdecydowanie tak! Bonnie to motocykl który sprawia niesamowitą frajdę z jazdy, a nawet z samego faktu jego posiadania. Więc kiedy nabędziecie Bonnevilla musicie się liczyć z tym, bardzo ciężko będzie się z nim rozstać i zamieszka na stałe w Waszym garażu, albo salonie ; ). Zazdroszczę aktualnemu właścicielowi, testowanego egzemplarza tej wspaniałej maszyny.

A miało być bez patosu … : )

Powiedz o manproject.pl znajomym

Surfing na motocyklu. Robbie Maddison

WOW! Brak mi słów. To chyba jeden z najbardziej niesamowitych projektów jakie widziałem. Ciężko chyba byłoby znaleźć lepszy przykład ludzkiej kreatywności. Australijski motocyklista Robbie Maddison połączył przyjemność  jazdy motocrossem z surfingiem.

Robbie „Maddo” Maddison to właściwie kaskader, o którym było już głośno, kiedy stał się autorem rekordu w najdłuższym skoku na motocyklu – 107,5 m. Poza tym jest znany z wykonania backflipa z Tower Bridge, albo dublowania Daniela Craiga w pościgach motocyklowych po Stambule w 23 części przygód Bonda Skyfall.

Moim zdaniem aktualny „surferski” wyczyn przebija jednak wszystkie dotychczasowe. W okolicach wyspy Tahiti w Polinezji Francuskiej Robbi Maddison wykonał przejażdżkę na przerobionym motocyklu motocrossowym po falach Oceanu Spokojnego.

Spektakularny jest sposób zmodyfikowania motocykla, który umożliwia jazdę na dwóch kołach i płynne przejście w tryb skutera wodnego, a raczej „Water-crossa” ; ), ale największe wrażenie robią umiejętności „Maddo”. Jeśli wcześniej nie widziałeś, poświęć 4 minuty i obejrzyj koniecznie!!!

Powiedz o manproject.pl znajomym
  • Facebook